Konstrukty 1-4 – recenzja

21 maja 2012 | Komiks, Konstrukt, Patronat, Recenzje | 0 comments | Autor:

Konstrukt

Auto­rzy:

Jakub Kiyuc (rysunki i sce­na­riusz), Ilona Pomian-Czerniakowska, Maciej Czerniakowski (korekta)

Data wyda­nia: #1 – 31 stycznia 2012; #2 – 29 lutego 2012; #3 – 31 marca 2012; #4 – 10 maja 2012

Wydaw­nic­two: Czarna Materia

Liczba stron: 32 (#1), 36 (#2), 26 (#3), 36 (#4)

Cena:

#1, 2, 3 – 5 zł

#4 – 5,90 zł

Na polski rynek komiksowy w 2010 roku wdarł się szturmem powiew świeżości – projekt Jakuba Kijuca pt. Czarna Materia Prezentuje: Konstrukt. Lemowski z charakteru, a kompleksowy w swoich nawiązaniach (z jednej strony Lovecraft i King, z drugiej kabała, historia czy fizyka), komiks ten na nowo odkrył twarde science fiction dla polskich historii graficznych i nadał mu psychodeliczną, złożoną formę. Stanowił doskonałą, niebanalną fuzję tego, co popkulturowe, z tym, co bardziej niszowe i poważne. Chociaż pierwotne plany obejmowały 86 zeszytów, to najprawdopodobniej koszty dystrybucji książkowo-komiksowej, na jakie powszechnie narzekają polscy wydawcy, stały się finansową barierą nie do pokonania i seria zamknęła się na trzecim numerze.

Nowe technologie przynoszą jednak nowe formy dystrybucji i na całe szczęście Kijuc nie złożył broni. W formie cyfrowej, ujęty fabularnie od innej strony, ale z tymi samymi bohaterami – Konstrukt powraca. Kolejne numery można kupować co miesiąc za ok. 5-6 złotych. (Do sklepu Czarnej Materii można dostać się przez baner widoczny u dołu tej recenzji lub na stronie głównej, zaraz pod pierwszym wpisem).

Nie chciałbym się powtarzać, dlatego odsyłam do obszerniejszych fragmentów tej recenzji oraz tej – tam wypowiedziałem się na temat poszczególnych zalet „starego” Konstruktu. Pewne różnice w koncepcji komiksu oczywiście zaszły, i na nich skupię się w tym miejscu. Jedyne, co pozostało niezmienione, to kreska. Grafiki wciąż mają enigmatyczny, zaprzęgający umysł do pracy charakter, może tylko na planszach ukrywa się więcej smaczków w rodzaju nawiązań popkulturowych niż poprzednio. Za to sama fabuła zdaje się być bardziej przyjazna przeciętnemu czytelnikowi. Odnoszę wrażenie, że nie ma tam już aż takiego natłoku dziwacznych, odrobinę skomplikowanych idei; nie ma przerywników wyjętych z zapisków organizacji Jericho na temat różnego podejścia do postrzegania rzeczywistości; zaginęła gdzieś także zawiła fragmentaryczność. Wszystko jest teraz bardziej przejrzyste i liniowe, co nie oznacza wcale, że utraciliśmy pierwotny charakter Konstruktu papierowego. Wciąż są przecież retrospekcje i skoki w czasie, jest o takich rzeczach jak projekt Mavo, badający promieniowanie mikrofalowe, w czwartym numerze są zabawy energiami i entropią, są teleportacje, dziury czasoprzestrzenne, jest geniusz matematyczny Eryka Horowitza…

Akcja komiksu nabrała nieco szybszego tempa i została przeniesiona w ziemskie realia. Tym razem centralną postacią historii stał się Eryk Horowitz. Genialny matematyk jest wykorzystywany przez fundację Jericho do prowadzenia tajemniczych obliczeń, a przy tym otępiany przez środki psychotropowe, aby zatracił możliwość pojmowania prawdziwego oblicza rzeczywistości. I tak, bój o niecodzienne zdolności umysłowe Horowitza z organizacją Jericho prowadzi tajemnicza jak na razie grupa, w skład której wchodzą znani skądinąd Filip Stix i Mięsna Kobieta. Są niezwykłe potwory (Kobieta, Która Zjadła Zamość rządzi!), jest tajemnica (czerwony dym za domem Horowitza i związana z nim niewiadoma), są brawurowe ucieczki. Jest żywiej, a zarazem równie psychodelicznie jak poprzednio. I powoli, powoli obie fabuły – Konstruktu papierowego i cyfrowego, zaczynają się już sklejać.

Podsumowując: jak zwykle jest fascynująco i emocjonująco.

Na koniec jeszcze tylko parę zdań odnośnie tego, czemu na www.hplovecraft.pl tyle Konstruktu, bo takie pytania o dziwo padają pod moim adresem, a i pewnie sporo innych czytelników chciałoby je zadać, ale boi się macek lub innej nienazwanej zagłady.  H. P. Lovecraft był człowiekiem bardzo oczytanym, promującym każdą formę sztuki, która wydawała się nowatorska, wieloznaczeniowa, ciekawa – po prostu dobra. I nie ograniczał się w żadnym razie w tej sferze tylko do horroru. Pod koniec życia szczególnie bliskie było mu zwłaszcza kosmicystyczne podejście, ambitne historie z dziedziny science fiction, co bardzo wyraźnie widać po takich jego utworach, jak W górach szaleństwa czy Cień spoza czasu. Pozostawał również na czasie z najnowszymi osiągnięciami nauki i myśli ludzkiej. Tej sfery działalności HPL-a większość ludzi zdaje się nie zauważać i nie kojarzyć. W Konstrukcie mamy wszystko, co w sci-fi najlepsze, a przy tym stricte nawiązania do twórczości pisarza z Providence: w papierowym Konstrukcie pada nazwa Cthulhowa w odniesieniu do tajemniczego bytu, pojawia się zagadkowy, czerwony dym wydobywający się z ziemi za domem głównego bohatera (nawiązanie do meteorytu z Koloru z przestworzy?), jest w Konstrukcie #3 mackowata istota, jest figurka Cthulhu w piwnicy Horowitza, w Konstrukcie #4 są pasożyty umysłu… I Kijuc wie co jeszcze się pojawi :). Tak czy siak jestem pewien, że HPL przybiłby na Konstrukcie pieczątkę „Cthulhu Approves!” A ponieważ komiks ukazuje się regularnie co miesiąc, więc i regularność naszych newsów o tym projekcie usprawiedliwiona.

Tymczasem raz jeszcze serdecznie polecam. Nawet jeśli komuś nie odpowiada kreska, warto przysiąść bliżej nad samą historią, pobawić się nawiązaniami we wciąż rozrastającym się uniwersum Konstruktu. Jak dla mnie jest to kultowy komiks, w którym za każdym czytaniem odkrywam coraz więcej.

Mateusz Kopacz