Lovecraft Paragraphs (2009)

16 grudnia 2013 | Film, Recenzje | 0 comments | Autor:

Recenzja zdobyła II miejsce w konkursie na 3. urodziny serwisu

Tytuł: Lovecraft Paragraphs

Rok powsta­nia: 2009

Reży­se­ria: Reber Clark

Sce­na­riusz: Reber Clark

Obsada: brak

Wpływ Howarda Phillipsa Lovecrafta na kulturę masową jest nie do przecenienia. Jego proza inspirowała wielu pisarzy, muzyków, grafików, twórców gier fabularnych i wideo oraz oczywiście filmowców. Jednak większość dotychczasowych prób bezpośredniej adaptacji twórczości Lovecrafta na kinowy ekran kończyła się klęską. Prawda jest smutna: filmy na podstawie opowiadań pisarza z Providence to w większości mniej lub bardziej zamierzona przez autorów parodia, całkowicie pozbawiona klimatu oryginału, w zamian epatująca głupotą i obfitą ilością sztucznych flaków. Oczywiście nadają się owe dzieła do pośmiania się przy piwie, ale próżno szukać w nich bezwzględnego zimna lovecraftowskiego kosmicyzmu.

W poszukiwaniu zaginionego klimatu należy się więc zwrócić poza Hollywood – do obrazów twórców niezależnych, dzieł produkowanych z pasji, bez żartów i kompromisów. Taką udaną adaptacją był na pewno niemy, czarno-biały film The Call of Cthulhu z 2005 roku, stworzony przez kultystów z H. P. Lovecraft Historical Society. Jest to jednak dzieło dobrze znane i lubiane, więc nie o nim chciałbym tu napisać, a o Lovecraft Paragraphs z 2009 roku. Ta perła bowiem, choć może pochwalić się entuzjastyczną recenzją samego S. T. Joshiego, dziwnym wyrokiem Wielkich Przedwiecznych pozostaje wciąż nieodkryta przez szerszą publikę i spoczywa smętnie w ciemnych odmętach internetu. Szkoda, bo jest to jedna z najlepszych adaptacji Lovecrafta.

Twórcą Lovecraft Paragraphs jest Reber Clark, z zawodu kompozytor muzyki filmowej. Bez budżetu zmontował półgodzinny film, który klimatem bije na głowę hollywoodzką żenadę. Jak to zrobił? Poprzez idealne połączenie trzech elementów magii: prozy Lovecrafta, obrazu i dźwięku.

W filmie nie występują żadni aktorzy. Czy są potrzebni, skoro człowiek u Lovecrafta jest najczęściej ledwie bezradnym, zadziwionym i przerażonym świadkiem wydarzeń, a nie ich sprawcą? Reber Clark uznał ich udział za zbędny. Zamiast daremnych aktorskich popisów przez pół godziny filmu słuchamy recytacji najlepszych, najbardziej bluźnierczych fragmentów opowiadań Lovecrafta. W tle przygrywa złowieszcza muzyka, a na ekranie chłoniemy wizualną ucztę.

Reber Clark w znakomity sposób zmontował obrazy, zdjęcia, animacje i krótkie ujęcia, tak by stanowiły fascynującą, hipnotyczną ilustrację dla prozy Lovecrafta. Wygląda to niczym niesamowity sen, śniony w jesienną równonoc przez wytrawnego marzyciela, który pod poduszkę włożył tom opowiadań Samotnika z Providence i odłupany z cmentarnego nagrobka kamień. Przed oczami migają nam opuszczone ruiny miast, ponure szpitale dla obłąkanych, baśniowe krajobrazy, śniące oceany, podwodne krainy, odległe galaktyki, pożółkłe stronice zakazanych grymuarów, zbereźne posągi zapomnianych bóstw i plugawe okultystyczne symbole. Czegóż tam nie ma? Tylko ludzi brak. Lovecraftowski anty-antropocentryzm, niemożliwy w Hollywood.

Wyśmienita jest również filmowa muzyka, skomponowana przez samego autora. Słychać, że Clark jest profesjonalistą. Umiejętnie buduje dźwiękami napięcie i grozę, choć nie brak też momentów melancholijnej zadumy. Świetnie brzmi też sama narracja filmu. Proza Lovecrafta zawsze wydawała mi się o wiele lepsza w angielskim oryginale i czytana na głos. Jego barokowy styl, z niesamowitym nawałem wymyślnych przymiotników, świetnie brzmi tam, gdzie zapisany na kartce może razić i być trudny do przetrawienia.

Jednak to właśnie sposób narracji w filmie jest kwestią, która musi podzielić oglądających film. Fragmenty opowiadań Lovecrafta są tu bowiem czytane nie przez ludzkiego lektora, ale przez syntezator mowy. Decyzja o oddaniu maszynie honorów narratora nie wynikała z ograniczeń budżetowych, ale była zamierzoną i świadomą koncepcją Rebera Clarka. Dla wielu może to być element dyskwalifikujący film jako zbyt amatorski. Ja natomiast powiem – czapki z głów przed Clarkiem za ten pomysł. Oto człowiek, który tak poważnie potraktował kosmicyzm Lovecrafta, że nie chciał zepsuć klimatu swego filmu emocjami i subiektywizmem głosu marnej ludzkiej istoty. Mowa syntezatora, komputerowa, mechaniczna, wyprana z emocji i uczuć, doskonale sprawdza się w roli narratora lovecraftowskich przemyśleń. Maszyna z nieosiągalnym dla ludzi, bezlitosnym, zimnym obiektywizmem i spokojem czyta nam o tym, iż człowiek jest nic nie znaczącą istotą, bezsilną wobec starszych i potężniejszych sił kosmosu. Żałosnym pyłkiem, który w każdej chwili może być zdmuchnięty przez nieznane, obce moce Wszechświata, a jego finalnym losem jest obłęd, nieunikniona zagłada i wieczne zapomnienie. Efekt jest znakomity i przede wszystkim przerażający, a o to przecież w tym wszystkim chodzi.

Gorąco zachęcam do obejrzenia tego świetnego, krótkiego filmu. Dobra wiadomość jest taka, że Reber Clark udostępnił swe dzieło do obejrzenia za darmo i w wysokiej jakości w serwisie Youtube: https://www.youtube.com/watch?v=XzVbfSsdMRw. Warto.

Tomasz Wąsowicz